Ks. Jan Piechoczek - Prehistoria kościoła w Sławięcicach

Z mgły wieków

Za rok, w czerwcu 2019 r., obchodzimy 150 rocznicę konsekracji naszego kościoła. Słyszałem, że ten termin nie ma być tylko uroczyście obchodzonym dniem pamięci. Rok, który nas jeszcze dzieli od tej daty, ma być rokiem udanie się do korzeni naszej parafii. A korzenie nie sięgają wstecz tylko 150 lat. Sięgają do historii 1150 lat. Kościół i miejscowość są nawet starsze od Polski. Gdybyśmy z tego okresu wypunktowali tylko 150 lat istnienia obecnego kościoła, utkwilibyśmy w powietrzu bez fundamentów, bez korzeni. A drzewo bez korzeni jest skazane na niebyt.

Dlatego sięgnijmy dzisiaj pamięcią wstecz i zanurzmy się nieco w głębię tych wydarzeń związanych z naszym kościołem i parafią. Spróbuję to przedstawić w wielkim skrócie.

Początki kościoła w Sławięcicach trudno określić jakąś konkretną datą. Według różnych pisanych przez różnych autorów dokumentów o Sławięcicach, osada i kościół mają istnieją dopiero od XIII wieku. Akcentuję tu „dopiero”.

Kościół.

Natomiast jeden z najpoważniejszych wrocławskich historyków, Johann Heyne wysuwa twierdzenie, że kościół w Sławięcicach prawdopodobnie już istniał w XII wieku. W każdym razie należał do najstarszych Kościołów na Śląsku w ogóle. Najstarszy dokument wspominający nasz kościół jest zaopatrzony datą 29 marca 1287 r. Kościół jednak musiał istnieć już o wiele wcześniej, gdyż ten wyżej wspomniany Dokument – był już Darowizną miejscowości, w której już istniał kościół. Bo według „Wiadomości Urzędowych” diecezji wrocławskiej (z roku 1929), już istniało w XIII wieku na Śląsku 8 kościołów, między innymi:

  1. Cosel (Koźle) – 1293 r.
  2. Kamień W. 1271 r.
  3. Jemielnica 1280 r.
  4. Leśnica 1257 r.
  5. Ujazd 1285 r.
  6. Sławięcice 1287 r.
  7. Opole św. Krzyża 1223 r.
  8. Piscowicze (Pyskowice) 1256 r.

Przyroda jednak też ma swoją pamięć. Przyroda też wpisała te wydarzenia w swój sposób; wpisała w swój krajobraz; w postaci cmentarzy i pomników. A te są wymowniejsze niż pisany dokument. Nie kto inny, ale sam Pan Jezus pewnego razu mówił o uczonych:

Jeśliby ci milczeli, Lapides clamabant – Kamienie wołać będą!   (Łuk. 19,40)

A więc, według mówiących kamieni czas powstania pierwszej świątyni trzeba nawet przesunąć do IX wieku. Za takim twierdzeniem przemawia okoliczność, że Sławięcice należały wtedy do państwa wielkomorawskiego, bo Polski wtedy jeszcze nie było, a w państwie Wielkomorawskim już w IX wieku rozwinęli działalność misyjną Cyryl i Metody. Papież Hadrian mianował w roku 870 Metodego Arcybiskupem i swoim Legatem w Panonii i na Morawach, a Śląsk należał wtedy do Moraw. Chrześcijaństwo musiało się więc już wtedy rozwinąć na Śląsku. To nie jest tylko przypuszczenie. To zostało potwierdzone podczas rozbiórki starego kościoła sławięcickiego w roku 1864. Natrafiano wtedy na wołających kamieni, wtedy pod fundamentem starego rozbieranego kościoła, co było sensacją dla naukowców, natrafiono na fundamenty należące do jeszcze starszego kościoła, mało, do jeszcze starszych kościołów. Trzywarstwowy układ tych nowoodkrytych fundamentów, dał podstawę do hipotezy, że przed „starym kościołem”, stały tu już dwa inne. Najgłębszy fundament stanowiły polne kamienie, których nie spajała żadna zaprawa murarska. Wyższy fundament stanowiły cegły dużego formatu bardzo kiepskiej roboty. Najwyższy zaś fundament stanowiły cegły małego formatu i był właśnie fundamentem „starego kościoła”. Układ zaś tych fundamentów wskazywał niedwuznacznie na istnienie przedtem kolejnych kościołów na wyspie, którą tworzoną ramiona rzeki „Kłodnica”. Jak wyglądał stary kościół znów świadczą „kamienie”, w Altance Syberyjskiej przetrwał bowiem kolorowy obraz starego, XIII wiecznego kościoła.

Układ najgłębszego fundamentu zdawał się wskazywać na resztki po jakiejś pogańskiej świątyni, która przez Cyryla i Metodego została przekształcona w kościół chrześcijański, a jeszcze później przebudowane w stylu gotyckim. Ta interesująca informacja proboszcza Droni, który był naocznym świadkiem znaleziska, zasługuje na uwagę, tym bardziej, że została ona powtórzona w śląskim periodyku naukowym z lat sześćdziesiątych XIX wieku, w którym czytamy: „dzieje sławięcickiego kościoła – a zapewne też osady – sięgają nie tylko XIII wieku, ale jeszcze bardziej w głąb wczesnego średniowiecza. Być może, że na tym samem miejscu, na którym stoi obecny kościół, w prehistorii istniała wcześniejsza świątynia pogańska, albo ośrodek kultu pogańskiego.

Historia od pierwszej świątyni pogańskiej do obecnej świątyni była naszpikowana nieszczęściami i wojnami, które nie ominęły naszej miejscowości i kościoła. Nie ominęła nas epidemia dżumy, inaczej czarna śmierć, która grasowała w Europie w latach 1347-1353 (6 lat) prawdopodobnie przyniosła najwięcej ofiar w historii. Ocenia się, że była ona przyczyną śmierci około 100 000 000 Europejczyków. Spowodowało to ogromne wstrząsy o charakterze społecznym i religijnym również w Sławięcicach (Marek Kryda). Warto sobie uświadomić, że jeszcze dwieście lat temu epidemie groźnych chorób pojawiały się bardzo często i nieodwołalnie zbierały swe okrutne żniwo.   

         Z XIII wieku pochodzi też nazwa „Sławięcice”. Oczywiście nieco inaczej brzmiała. Język średniowieczny zawsze się różni od współczesnego. To również zależało od tego, gdzie się ta nazwa zjawiła, czy w kancelarii książęcej, czy biskupiej (po łacinie). Najstarszy zapis istnieje z roku 1260 „Slavencici”. W XIV wieku pisano „Slawencicz”, kolonizatorzy bowiem zwołani przez św. Jadwigę w XIII wieku, mawiali Slavensitsch, (die Slaven, to Słowianie, po śląsku jeszcze dzisiaj mówi się „zicz” na tyłek, siedzenie) dzisiaj należałoby to czytać „Slavensitz” = siedlisko Słowian.

XV wiek, Wojny husyckie

Do tych klęsk żywiołowych doszły w XV wieku wojny husyckie wywołane przez reformatora morawskiego, Jana Husa (1370 – 1415). Coraz to wybuchały wojny i napady. Przez z góry 10 lat Husyci spustoszyli bezkarnie dorzecze Odry. Niezbite dowody jednak mamy również w postaci dokumentów, że między 1425 r. do 1433 r. spustoszyli doszczętnie Sławięcice i okolice Sławięcic. Wtedy 30 miast i jeszcze więcej wsi legło w gruzach. Dopiero za katolickiego Króla Habsburgów Ferdynanda I (1503 – 1564), który został w roku 1526 królem Moraw i Węgier zawitał pokój na tych ziemiach. Kościół nasz przetrwał

XVI wiek, Türkenglocke

Od roku 1569 Islam Turecki zagrażał Europie. Z powodu wielkiego niebezpieczeństwa najazdu tureckiego na Europę, Kościół wprowadził obowiązkowy tzw. „Dzwon Turecki”. (Pulsus contra turcos). Podczas bicia tego dzwonu w Kościele wszyscy mieszkańcy miast i wsi musieli klęcząco, nawet na ulicy, modlić się o odwrócenie niebezpieczeństwa Islamu Tureckiego. Ci, którzy znajdowali się w pobliżu kościoła, musieli na czas Dzwonu Tureckiego wejść na modlitwę do kościoła. Dzwony biły w odpowiednich godzinach przez cały rok 1569.

W roku 1593 za panowania cesarza austriackiego Rudolfa II jednak doszło do wojny z Turkami. Trwała ona do listopada roku 1606 (13 lat). Aby uzyskać potrzebnych pieniędzy, cesarz sprzedał na zamku w Pradze, dnia 21 lipca 1604 r. „Dobra Sławięcickie”, tj. zamek razem z włościami i kościołem, za 65 000 Talarów czeskiemu protestanckiemu szlachcicowi Johannowi Bohussie von Zwolie i Güldenstein.

XVII wiek W rękach luterańskich

Wojna Trzydziestoletnia (1618 – 1648) nie przeszła bez śladów nad Sławięcicami. Była to wojna religijna, głównie pomiędzy „Reformacją”, czyli Protestantami a Kościołem Katolickim. Panem na Włościach Kozielskich był wtedy luterański Andreas von Kochtitzki. Dlatego też nacierająca armia protestancka dowodzona przez Grafa Ernsta von Mansfeld znalazła w Koźlu punkt oparcia. Mansfeld, choć katolik, całkowicie odszedł od wiary i zapisał się Lutrowi i walczył w obozie protestanckim przeciwko katolikom. Natomiast brat Andreasa, Nikolaus von Kochtitzki pozostał katolikiem i Panem na Włościach w Ujeździe, i stał wiernie po stronie katolickiej. Te różnice religijne braci, okazały się tragiczne dla ludności nie tylko tych dwóch wymienionych miast, ale może jeszcze bardziej, dla ludności tych miejscowości, które leżały pomiędzy tymi miastami – więc między innymi i Sławięcic. Doszło do bratobójczej walki. Skoro wojska musiały się same utrzymywać, można sobie wyobrazić, jakie spustoszenia, rabunki i gwałty musiały mieć miejsca, w ościennych miejscowościach katolickich.

Światła na te okropności rzuci nam berliński dokument z roku 1933, w którym czytamy: „…W niektórych księstwach ludność cywilna była do połowy wymordowana. Okropności, których świat dotąd nie widział, były na porządku dziennym. Dzieci żywcem zostały nadziane na włócznie i wśród dzikich okrzyków niesione przez żołnierzy na ulicach zdobytych miejscowości. Mieszkańców całych miast, wymordowano i nikt ich nie pochował. Jeden zdradzał drugiego, aby siebie ocalić. Świat wydawał się być opętany przez szatana. Obyczaje zdziczały. Głód i choroby stały się nie do zniesienia. Wszechobecne były rozpacz i nienawiść”. W małym stopniu zilustruje te okropności również dokument pisany w roku 1628 przez burmistrza Ujazdu do cesarza, w którym czytamy: „…tyle zniszczeń w mieście i w okolicznych miejscowościach nigdy, nigdzie na Śląsku nie widzieliśmy.” Ujazd był 2 lata w rękach wojsk luterańskich. Ograbili nas doszczętnie i tak nas znieważyli, że musieliśmy nasze kobiety i dzieci w popłochu ukrywać.” – Do tego nieludzkiego zamieszania później, w roku 1630 r., dołączył protestancki Król Szwedzki Gustav Adolf ze swoim wojskiem. Według tych samych dokumentów o tych nieludzkich czasach i okrutnych walkach na śmierć i życie, świadczą jeszcze dzisiaj, znów kamienie wołające, masowe groby w lesie pomiędzy Miejscem Kłodnickim a Sławięcicami, gdzie pochowano – jak mówiono, - „Groźne Hordy Nieprzyjacielskie”, w odróżnieniu od pomordowanych mieszkańców, których pochowano na cmentarzu w Sławięcicach. U potomnych to miejsce masowych grobów protestanckich żołnierzy nieprzyjacielskich do dzisiaj nazywa się „Schwedenfriedhof” Cmentarz Szwedów.

Szpital w Sławięcicach

Aby ulżyć i zaradzić tym potwornym tragediom, wybudował Graf Leo Ferdinand Henkel von Donnersmark blisko starego sławięcickiego kościoła w roku 1686, drewniany szpital, w którym znaleźli ulgę poszkodowani mieszkańcy Sławięcic.  Kościół przetrwał.

         Również w drugiej połowie XVII wieku Góra św. Anny stała się miejscem pielgrzymkowym Ludu Śląskiego. Rokrocznie ruszały pielgrzymki również ze Sławięcic i okolicy na pielgrzymkę, aby tam wymodlić sobie wytrwanie.

XVIII wiek

Z notatek „Proventenbuch” z roku 1720 pisanych w języku łacińskim przez proboszcza Franciszka Skrzentwy ze Sławięcic dowiadujemy się, że „kościół jest po 500 latach istnienia bardzo zniszczony i w złym stanie, z jego murów cegły wypadają. W czasie wojny trzydziestoletniej, kościół dostał się bowiem w ręce heretyków. Ja jestem pierwszym katolickim kapłanem, który celebrował znów w Kościele św. Katarzyny i św. Małgorzaty”. - Ten opisany przez proboszcza kościół był miejscowym starym kościołem, który podczas wojen szwedzkich został przekazany protestantom. Gdzie bowiem wkroczyli Szwedzi, zaraz wypędzili katolickich kapłanów i obsadzili kościoły protestanckimi pastorami.

Według Sławięcickich protokołów wizytacyjnych, obok gorzkiej nędzy owych czasów i zniszczeń po 30-letniej wojnie, raz po raz występowały epidemie, które dodatkowo zdziesiątkowały ludność.

Wojna i cholera

W czasie budowy obecnego kościoła znów wybuchła wojna (Prusko-Austriacka (1866). Mężczyźni ze Sławięcic musieli iść na wojnę a budowa musiała być przerwana. Do tego nieszczęścia dołączyła odstraszająca epidemia „Cholera”, która zdziesiątkowała ludność w parafii. Ostoją wtedy znów był prowizoryczny kościół wybudowany na drugiej stronie ulicy i niewzruszone trwanie przy swoim kościele i niezłomna wiara poszkodowanej ludności Sławięcic.

Niech taka postawa byłych mieszkańców Sławięcic będzie programem również dla przyszłych pokoleń Sławięcic!

facebook_page_plugin